Pomocnik

Myśl jak dziecko

Mam myśleć jak dziecko? Może i dowód osobisty mam dopiero od kilku(-nastu) lat, ale dlaczego niby mam myśleć jak dziecko? Przecież jest to raczej niepoważna koncepcja. Kto to wymyślił? Levitt i Dubner? Dwóch bardzo znanych ekonomistów? Ale o co chodzi? No to po kolei, bo sprawa była dla mnie dość rewolucyjna.

Kilka lat temu wpadła mi na biurko książka „Freaconomics”, w której ci dwaj panowie przedstawiali nowe spojrzenie na ekonomię, w której w zasadzie zerowe znaczenie mają nasze oczekiwania i nawet nasze pienie, wrogiem jest stan zastany, a jedynym realnym sposobem na powznawianie świata są twarde dane, najlepiej statystyczne dla próby losowej. No dobrze, ale co to wszystko ma wspólnego z myśleniem jak dziecko?

Zastanowić się  trzeba przede wszystkim, w jaki sposób myśli dziecko. Jest to myślenie bardzo proste i właśnie w tym jest jego siła. Dziecko nie ma nawyków, nie zna mechanizmów działania większości rzeczy czy systemów i nie boi się zapytać „dlaczego?”. To jest właśnie główny postulat myślenia jak dziecko: pytajmy o powody wszystkiego i mechanizmy za tym stojące.

Wcale nie musi tutaj chodzić o jakieś wielkie rzeczy. Zapytajmy chociażby, dlaczego pracujemy w tym miejscu, gdzie pracujemy? Bo to nasza praca? Ale dlaczego akurat ta? Pracę można zmienić. A nawet jeśli jesteśmy już w tej pracy i nie będziemy jej zmieniać, to dlaczego dana rzecz jest w niej w ten sposób zorganizowana?

Popatrzmy też na inne aspekty naszego życia. Dajmy na to, mieszkamy we wspólnocie mieszkaniowej i nasze otoczenie jest wyjątkowo nieciekawe. Dlaczego? Jak ono jest zarządzane? Ile pieniędzy i na co wydajemy? Czy nie dałoby się tego wydawać jakoś inaczej? A jak w ogóle decydujemy o sposobie wydawania naszych wspólnych pieniędzy? Czy może przydałoby się to jakoś zmienić?

Takie pytania warto sobie zadawać zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy przyzwyczajeni do robienia czegoś w jeden sposób i w ogóle się na tym nie zastanawiamy. Sam zawsze jeździłem do pracy samochodem, bo wszyscy jeżdżą samochodami. W Warszawie czasami bywa to katastrofa i warszawiacy dokładnie wiedzą dlaczego. Holendrzy jeżdżą głównie rowerami. Pomyślałem nad tą opcją, ale nie był to dobry pomysł. Sprawdziłem, jak wygląda komunikacja miejska i teraz nie tylko jest trochę taniej, ale co znacznie dla mnie ważniejsze, do pracy docieram około 15 minut szybciej i wracam z niej dobre pół godziny prędzej. Zyskałem 45 minut dnia, bo zapytałem sam siebie, dlaczego jeżdżę samochodem.